Jednym z lepszych polskich zespołów, a w niektórych kategoriach - np. "przekazu z wątroby" czy "subtelnej brutalności przekazu negującego subtelności" - najlepszym jest Apteka. Łatwo rozpoznawalna gitara Kodyma i jego znający trudy życia, a wciąż pozostający pogodnym głos to znaki, dzięki którym nie sposób pomylić ich z nikim innym. Ich ostatnia płyta ma na okładce zdjęcie słynnego księdza z gdańskiej parafii Św.Brygidy mierzącego w słuchacza z pistoletu. Taka mała prowokacja. Prowokacyjna jest dla mnie też treść tego albumu. Oto bowiem niedawni kontestatorzy z bezwzględnością konkwistadorów podbijający świat dobrze ułożonych licealistów (mój, choć nie tak niedawno) stanęli po stronie Yody i Luka. Rock'n rollowej formie nie mam nic do zarzucenia - wszystko gra tam gdzie należy, a i na zmianie nastawienia nie traci autentyczność. Wolta jest subtelna, może dostrzeżona tylko przeze mnie, ale zrobiona z zadziornością, która nie zalatuje neofickim przejęciem. Warto kupić i posłuchać. Może wystąpią kiedyś w Starogardzie. To byłaby gratka dla niejednego gagatka.
APTEKA - MY SPACE
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz